🧠 Dwie pułapki, które wyglądają jak myślenie o celu
Oettingen opisała dwa sposoby myślenia o przyszłości, które czują się jak praca nad celem, a w praktyce dreptają w miejscu.
Indulging = rozmarzanie (jest takie słowo?).
Jesteśmy całkowicie w przyszłości: tylko obraz spełnionego celu, bez ani jednej myśli o tym, co stoi na drodze. Przyjemne. I rozbrajające.
Dwelling = rozpamiętywanie.
Jesteśmy całkowicie w teraźniejszości, ale tej trudnej: same przeszkody, problemy, „się nie da", bez obrazu tego, dokąd właściwie zmierzamy. Też pochłania energię - tyle że nie prowadzi donikąd.
Myślę, że to opis problemu, który wielu z nas zna z pracy - tylko nie miało na niego nazwy (ja nie miałam). Lider, który maluje wizję na spotkaniu, ale nigdy nie zejdzie do tego, co realnie blokuje zespół (indulging). I ten, który tonie w liście przeszkód, a nikt już nie pamięta, po co to wszystko (dwelling). Oba tryby wyglądają jak zaangażowanie. Żaden raczej nie rusza sprawy z miejsca.
🧠 Co działa: WOOP
Oettingen zauważa, że energia i kierunek raczej pojawiają się dopiero wtedy, gdy zestawimy ze sobą jedno z drugim - najpierw żywy obraz pożądanej przyszłości, a zaraz potem konkretną przeszkodę.
To zestawienie nazwała mental contrasting (kontrastowanie myślowe/mentalne).
A całą metodę - kontrastowanie połączone z planem „jeśli–to" spakowała w cztery litery, łatwe do zapamiętania: WOOP.
(Jeśli zechcesz kiedyś poszukać badań na ten temat, jedna podpowiedź: pod hasłem „WOOP" w naukowych bazach znajdziesz niewiele. W literaturze metoda funkcjonuje jako MCII - Mental Contrasting with Implementation Intentions. WOOP to ta sama rzecz w wersji łatwiejszej do zapamiętania.)
➡️ W = Wish (Życzenie). Coś, na czym naprawdę Ci zależy. Ważne i ambitne, ale w zasięgu - takie, co do którego masz realne szanse. To nie jest drobiazg, ale też nie mrzonka.
➡️ O = Outcome (Efekt). Tu zostaje miejsce na marzenie ( i dobrze). Wyobraź sobie najlepszą rzecz, która się wydarzy, gdy życzenie się spełni. Żywo, ze szczegółem, z emocją. Oettingen nie jest przeciwko marzeniom. Wydaje się, że jest raczej przeciwko zatrzymywaniu się na nich.
➡️ O = Obstacle (Przeszkoda). I teraz zwrot do wewnątrz. Nie „szef", nie „kalendarz", nie „za mało czasu" - tylko: co we mnie staje na drodze? Nawyk, lęk, odruch zaglądania do skrzynki, prokrastynacja, przekonanie „zrobię to później". Tę przeszkodę też wyobraź sobie konkretnie.
➡️ P = Plan. I tu wraca stary znajomy z poprzedniego numeru Brain Club przy okazji efektu Zeigarnik - Peter Gollwitzer i jego plany „jeśli X, zrobię Y" (implementation intentions). WOOP bierze dokładnie ten mechanizm i wkłada go na sam koniec - ale z jednym ważnym warunkiem: w miejscu „jeśli" musi stać Twoja przeszkoda, nie godzina ani miejsce.
Czyli nie „jeśli usiądę o 9:00, to...", tylko „jeśli pojawi się [konkretna z krwi i kości moja przeszkoda], to zrobię [mega konkretne działanie]". To subtelna różnica, ale w niej siedzi cały sens metody: chodzi o to, żeby sam moment pojawienia się przeszkody automatycznie uruchamiał gotową reakcję - zanim zdążysz się zastanowić. Nie „postaram się bardziej", tylko odpowiedź przygotowana wcześniej na sytuację, która - wiem to - nadejdzie.
🧠 Co możesz zrobić od jutra?
Spróbuj jednego WOOP-a. Zajmie pewnie z 5–10 minut, najlepiej w spokoju, na kartce albo w notatkach w telefonie.
Weźmy konkret.
Życzenie: „chcę domknąć ofertę dla klienta X w tym tygodniu".
Efekt: wyobraź sobie tę jedną najlepszą chwilę - mail wysłany, odhaczone, lekkość. Pobądź z tym przez chwilę.
Przeszkoda (w sobie): „rano czuję odruch, żeby najpierw otworzyć skrzynkę i tonę w mailach, a oferta czeka do wieczora, na który nigdy nie starcza energii".
Plan (zakotwiczony w tej przeszkodzie): „jeśli pijąc pierwszą kawę poczuję pokusę, żeby najpierw zajrzeć do skrzynki, to zamiast tego włączę stoper i przez 25 minut piszę ofertę".
Zwróć uwagę, że plan zaczyna się od przeszkody („jeśli poczuję pokusę...", a najlepiej jeszcze wyraźniej że "przy pierwszej kawie" - im większy konkret, tym lepiej!), nie od godziny. To właśnie ten niuans, który odróżnia WOOP od zwykłego „zaplanuję sobie czas" - reakcję wyzwala moment, w którym zwykle się potykamy.
Cztery kroki, jedna kartka. Jeśli chcesz spróbować z gotowym przewodnikiem, Oettingen opisała całą metodę w książce Rethinking Positive Thinking (2014) a w Polsce wyszła pod tytułem WOOP. Skuteczne osiąganie celów (Wydawnictwo GWP) oraz - nowsza edycja - Pozytywne myślenie na nowo (Wydawnictwo Emka), a jej zespół udostępnił też darmowe narzędzie i aplikację na woopmylife.org (także po polsku!).
Do następnego numeru!
Agnieszka Pełka-Szajowska
jakość myślenia ➜ jakość decyzji ➜ jakość działania
* kontrastowanie myślowe nie działa „na siłę" w każdej sytuacji. Badania Oettingen sugerują m.in. że najmocniej dodaje energii wtedy, gdy realnie wierzymy w szanse powodzenia - a gdy szanse są niskie, ten sam mechanizm pomaga raczej odpuścić cel niż się w niego wgryzać (i to też bywa wartościowe). Siła efektu bywa różna w zależności od wagi celu i zaangażowania. Osobny przegląd badań nad zachowaniami prozdrowotnymi (Cross i Sheffield, 2019) wskazuje, że metoda bywa użytecznym, krótkim narzędziem zmiany nawyku ale nie zastępuje terapii ani leczenia.
Kolejność nie jest tu ozdobą.
Najpierw przyszłość (żeby wiedzieć, że gra jest warta świeczki i poczuć jej smak), zaraz potem przeszkoda (żeby marzenie zderzyło się z rzeczywistością i zamieniło w energię). Sama wizja celu bez przeszkody łatwo kończy się rozmarzaniem. Sama analiza przeszkód bez obrazu celu łatwo zsuwa się w rozpamiętywanie. Dlatego WOOP działa najlepiej jako całość i właśnie w tej kolejności.
🧠 No i to nie tylko teoria z laboratorium
W 2013 roku zespół, w którym była m.in. Angela Duckworth (znana z badań nad samokontrolą i „grit"), Gollwitzer i Oettingen, przeprowadził w szkole interwencję: uczyli metody WOOP uczniów z gorzej sytuowanych rodzin. Dzieci, które przeszły ten trening i przykładały metodę do swoich szkolnych celów, uzyskały później lepsze wyniki w takich obszarach jak oceny, frekwencja i zachowanie niż grupa porównawcza - nawet po uwzględnieniu wcześniejszych osiągnięć. To nie znaczy, że samo poznanie czterech liter podnosi oceny każdemu dziecku - chodziło o przećwiczoną, regularnie stosowaną metodę.
A najmocniejszy argument za WOOP nie pochodzi z jednego głośnego eksperymentu, tylko z podsumowania wielu. Metaanaliza z 2021 roku (Wang, Wang i Gai, Frontiers in Psychology), obejmująca 21 badań i blisko 16 tysięcy uczestników, pokazała, że kontrastowanie myślowe z planem „jeśli–to" poprawia osiąganie celów w sposób umiarkowany, ale spójny (autorzy uczciwie zaznaczyli, że część efektu może wynikać z tendencji do publikowania głównie udanych badań, więc realna siła bywa nieco mniejsza - i chwała im za to!).
Ale kierunek jest stabilny - i to jest ważne w świecie, w którym wiele „technik na sukces" brzmi pięknie, a nie wytrzymuje kontaktu z danymi.I jeszcze jedna rzecz, szczególnie ważna dla osób, które zarządzają zespołami i własną listą zobowiązań.
Oettingen zwraca uwagę, że WOOP to nie tylko narzędzie typu „dawaj, walcz o cel". To także narzędzie wyboru. Kiedy zestawisz marzenie z prawdziwą przeszkodą i okaże się, że tej przeszkody w danym momencie nie przeskoczysz albo nie warto - kontrastowanie pomaga się z celu wycofać i uwolnić energię na coś, co ma większy sens. W świecie, w którym wszyscy mamy o kilka projektów za dużo, „odpuść świadomie" bywa cenniejsze niż „wytrzymaj".
🧠 Cztery litery dla zwięzłości, ale za nimi jest prawdziwy przeskok
WOOP nie jest tym samym co „myśl pozytywnie". Jest prawie odwrotnością intuicji, którą większość z nas dostała: że marzenie samo w sobie napędza (a przynajmniej tak mi się wydaje). Oettingen sugeruje coś subtelniejszego - że marzenie napędza dopiero wtedy, gdy zaraz po nim spojrzymy uczciwie na to, co w nas samych staje na drodze. Na taki ruch trudno wpaść samemu. Ale gdy ktoś go pokaże, trudno potem o nim zapomnieć.
CZYTAM KOLEJNE ARTYKUŁY