🧠 A nauka twierdzi, że to może mieć sens
Zespół naukowców (w tym prof. Leidy Klotz) opublikował w 2021 roku w NATURE wyniki eksperymentów, które zauważają, że kiedy ludzie mają ulepszyć cokolwiek - plan, strukturę, listę zadań - niemal automatycznie coś dodają. Odejmowanie jako sposób na poprawę dosłownie nie przychodzi im do głowy.W jednym z eksperymentów uczestnicy mieli ustabilizować konstrukcję z klocków Lego podtrzymującą ciężki element.
Dodanie klocka kosztowało w symulacji dolara. Usunięcie jednego - nic. I mimo to większość ludzi dokładała, zamiast odejmować.
Badacze nazywają to „subtraction neglect" - zaniedbywaniem odejmowania. Piszemy „stop-do" znacznie rzadziej niż „to-do" - choć mogłyby robić tę samą robotę. „Not to do list" to właśnie próba naprawienia tego: zanim coś dodasz - sprawdź, czy nie możesz czegoś zabrać.
🧠 Rozproszenie uwagi kosztuje
Na myśl przychodzą mi te dwa badania jako pierwsze. Blain, Hollard i Pessiglione (2016) zauważają, że intensywna praca poznawcza w ciągu dnia dosłownie zmienia sposób, w jaki mózg podejmuje decyzje. Po ponad sześciu godzinach intensywnej pracy umysłowej spada aktywność obszaru odpowiedzialnego za przemyślane, długoterminowe wybory. Mózg zaczyna preferować raczej natychmiastowe, łatwe opcje zamiast tych ważnych, ale wymagających wysiłku.
Co ciekawe - badani nie byli świadomi tego pogorszenia. Czuli się równie pewni swoich późniejszych decyzji, co porannych. Myślę sobie, że „not to do list" może chronić te zasoby, bo im mniej rzeczy walczy o moją uwagę, tym więcej energii poznawczej zostaje na to, co naprawdę ważne.
A Vohs, Baumeister i współpracownicy (2008) zauważają coś jeszcze: nie tylko długa praca męczy mózg ale i sam proces ciągłego decydowania go wyczerpuje. Nawet przyjemne wybory drastycznie mogą obniżać zdolność do samokontroli w kolejnych, zupełnie niezwiązanych zadaniach. „Zrobić to teraz czy potem?
Odpisać na maila czy skończyć raport?" - każda taka mikro-decyzja kosztuje. Dla mnie to sugestia by sprawdzić to: lista rzeczy, które świadomie NIE-robię eliminuje dziesiątki takich mikro-decyzji zanim w ogóle się pojawią.
🧠 Tim Ferriss przełożył sobie tę zasadę na bardzo konkretne zachowania
W książce „4-godzinnego tygodnia pracy" jego „not to do list" nie dotyczy projektów biznesowych, ale codziennych nawyków, które drenują uwagę. Przykłady z jego listy:
- nie sprawdzaj maila jako pierwszej rzeczy rano, bo natychmiast wpadasz w tryb reaktywny i tracisz kontrolę nad własnym planem dnia
- nie zgadzaj się na spotkania bez jasnej agendy i określonego czasu trwania
- nie pozwalaj, żeby ludzie przynosili tylko problemy - proś, żeby przychodzili z propozycją rozwiązania
🧠 Najciekawsze w tej metodzie jest to, że jej najtrudniejszy krok nie polega na wpisaniu czegoś na listę
Polega na tym, żeby z czegoś świadomie zrezygnować - wiedząc, że to coś jest ważne. Właśnie dlatego to takie trudne. I właśnie dlatego warto.
Kilka dni temu zgubiono mój bagaż na lotnisku. Przyleciałam z Wrocławia do Budapesztu na trzydniową konferencję o odporności psychicznej - i już na starcie dostałam praktyczny egzamin z tego tematu.
W głowie natychmiast uruchomiła się lista „co można zrobić?!" (jak popkorn nowe pomysły ciągle mi wyskakiwały!). A to zadzwonić do linii lotniczych. Napisać na lotnisko. Zadzwonić na policję. Uruchomić znajomych. Sprawdzić AirTag - walizka żyła, podróżowała sobie po Budapeszcie, jakby miała własny plan na ten dzień. Było tego popkornu dziesiątki.
Wzięłam oddech.
Powstała druga lista. Równie ważna: lista tego, czego NIE robię. Nie jadę za walizką, mimo że widzę dokładnie gdzie jest. Nie dzwonię co godzinę sprawdzać postępy. Nie uruchamiam kolejnych osób, skoro pierwsze już działają (mimo kolejnych pomysłów moich znajomych, którzy chcieli mi z całego serducha pomóc). Nie pozwalam, żeby ta sytuacja zajęła całą moją uwagę - bo przyjechałam tu po coś innego.
Walizka nie wróciła (i już zapewne nie wróci). Ale ja byłam na konferencji - naprawdę, nie tylko ciałem.
Czasem „not to do list" nie jest narzędziem produktywności. Jest narzędziem obecności.
🧠 Co możesz zrobić od jutra?
Zanim dopiszesz kolejne zadanie - zapytaj: czy jest coś, co mogę z tej listy zabrać? Może jedno świadome „nie" otworzy więcej przestrzeni niż kilka nowych „tak".
Do następnego numeru!
Agnieszka Pełka-Szajowska
jakość myślenia ➜ jakość decyzji ➜ jakość działania
CZYTAM KOLEJNE ARTYKUŁY