🧠 Dlaczego powrót tyle kosztuje
Gloria Mark z University of California od ponad dwóch dekad bada uwagę w cyfrowym świecie. Często cytuje się jej liczbę - około 23 minut potrzebnych, by po przerwaniu wrócić do zadania w pełnym skupieniu**. Sama dokładna wartość bywa dyskusyjna (więcej w przypisie), ale kierunek jest dość spójny: powrót nie jest darmowy i raczej nie jest natychmiastowy.
Co więcej, w badaniu The Cost of Interrupted Work jej zespół zauważył, że po przerwaniu ludzie często nadrabiają stracony czas, starając się pracować szybciej ale płacą za to wyższym stresem i poczuciem presji. Czyli nie tyle gubimy czas, ile odzyskujemy go kosztem własnego komfortu.
Ciekawszy jest jednak mechanizm, który stoi za tym kosztem. Shamsi Iqbal i Eric Horvitz z Microsoft Research (2007) przez dwa tygodnie rejestrowali, jak 27 pracowników przełącza się między oknami aplikacji i jak reagują na powiadomienia z poczty i komunikatora. Okazało się, że po sygnale rzadko jest tak, że „odpisuję i wracam". Częściej wchodzimy w coś, co autorzy nazwali łańcuchem rozproszenia (chain of diversion): odpisujemy na maila, ale przy okazji zaglądamy do kolejnej aplikacji, potem do jeszcze jednej - i dopiero stamtąd, okrężną drogą, wracamy do pierwotnego zadania.
Powrót bywa kosztowny nie dlatego, że jedno przełączenie jest drogie, tylko dlatego, że jedno przełączenie rzadko zostaje jedno.Skala sygnałów też nie jest mała. W tym samym badaniu praca była przerywana średnio kilka razy na godzinę (rzędu czterech alertów z poczty i trzech z komunikatora). A reakcja bywa odruchowa - przełączenie na skrzynkę następowało zwykle w ciągu około dwóch sekund od sygnału.
Zanim zdążymy pomyśleć „dokończę zdanie", często jesteśmy już gdzie indziej.
🧠 Kurczący się czas skupienia
W badaniu z 2016 roku, zrealizowanym razem z zespołem Microsoft Research (2016), Gloria Mark i współpracownicy śledzili przez około dwa tygodnie pracę 40 osób. Mediana czasu skupienia na jednym ekranie, zanim uwaga przeskakiwała dalej, wyniosła około 40 sekund a samych przełączeń między aplikacjami zbierało się grubo ponad 200 dziennie.
I to nie jest pojedynczy pomiar: w książce Attention Span (2023) Mark układa z tego oś czasu - w 2004 roku skupialiśmy się na jednym ekranie średnio około 2,5 minuty, w kolejnych latach coraz krócej, aż do mniej więcej 47 sekund w jej najnowszych danych.
I im krótszy był czas skupienia w ciągu dnia, tym niżej badani oceniali własną produktywność wieczorem. To trochę tłumaczy uczucie, od którego zaczęłam: dużo ruchu, a pod koniec dnia poczucie, że niewiele się domknęło...
🧠 „Ale ja akurat sobie radzę
W tym miejscu zwykle pojawia się myśl: okej, inni tracą, ale ja jestem dobry w wielozadaniowości.
Jason Watson i David Strayer postanowili to sprawdzić (2010). Przebadali 200 osób w zaawansowanym symulatorze jazdy, każąc im jednocześnie wykonywać wymagające zadanie pamięciowo-liczbowe.
Wynik: tylko 2,5% badanych (nazwanych superzadaniowcami) nie zaliczyło spadku wydajności w żadnym z zadań. Pozostałe 97,5% jechało wolniej, reagowało z opóźnieniem i gorzej zapamiętywało.
Statystycznie rzecz biorąc: jeśli czujemy, że należymy do tych 2,5% to najprawdopodobniej się mylimy (choć oczywiście ktoś te 2,5% jednak stanowi 😊).
Ale najciekawsze jest to, co kwadrat robi z uwagą: wynosi status zadania poza głowę, na papier.
Pamięć robocza nie musi już trzymać informacji „na czym właściwie skończyłam" - widzi to na pierwszy rzut oka.
Jeden kwadrat z ukośną kreską mówi wprost: to zadanie jest w toku, nie zaczynaj kolejnego, dopóki tu czegoś nie dorysujesz.
To w gruncie rzeczy efekt Zeigarnik widziany z drugiej strony: otwarta pętla domaga się uwagi, a kwadrat daje jej widoczne miejsce, w którym może spokojnie poczekać (o efekcie Zeigarnik pisałam w poprzednim wydaniu Biuletynu).
🧠 Więc może zadanie dla Ciebie na jutro
zanim otworzysz pocztę, wypisz na kartce trzy najważniejsze zadania i obok każdego narysuj pusty kwadrat.
Przy tym, które zaczynasz, postaw jedną ukośną kreskę i dopóki nie zamalujesz go choć do połowy, nie stawiaj kreski przy następnym.Wiem, że każdy / każda z nas ma swoje sposoby.
Ale może warto testować też nowe? Wszystko po to, by nasza głowa miała więcej czasu na myślenie :-)
🧠 Na koniec
Najłatwiej przeoczyć narzędzia tak proste, że aż podejrzanie. Kwadrat obok zadania wygląda na drobiazg i właśnie dlatego łatwo machnąć na niego ręką. A kiedy wiemy, dlaczego działa (że odciąża pamięć roboczą i daje uwadze jedno miejsce do zaczepienia), łatwiej sięgnąć po niego świadomie. Trochę o to chodzi w poszerzaniu własnej skrzynki z narzędziami myślenia: nie po to, żeby mieć ich dużo, tylko żeby mieć właściwe pod ręką w momencie, kiedy uwaga zaczyna się rozjeżdżać.
Do następnego numeru!
Agnieszka Pełka-Szajowska
jakość myślenia ➜ jakość decyzji ➜ jakość działania
* To szacunek samego Davida Meyera, formułowany w wywiadach - nie wynik bezpośrednio zmierzony w czterech eksperymentach z 2001 roku. Same badania pokazały, że koszt przełączania rośnie wraz ze złożonością i nowością zadania; liczba „40%" jest jego oszacowaniem skali zjawiska, nie odczytem z danych.
** Słynne „23 minuty i 15 sekund" pochodzi z wypowiedzi i wywiadów Glorii Mark, a nie wprost z recenzowanej publikacji o tym tytule ale w samym artykule The Cost of Interrupted Work tej dokładnej liczby nie ma. Dlatego traktuję ją jako orientacyjną ilustrację skali, nie jako twardy, zmierzony wynik. Solidniejsza obserwacja z tego badania to właśnie efekt „szybciej, ale w większym stresie".
*** To liczby z syntezy popularnonaukowej Johna Mediny (Brain Rules), kompilującej wyniki z wielu laboratoriów nie z jednego recenzowanego badania. Traktuję je jako ilustrację skali zjawiska, nie jako twardy dowód naukowy.
🧠 To nie jest tylko kwestia silnej woli
Z perspektywy zespołu i organizacji koszt bywa wymierny. John Medina w książce Brain Rules zebrał dane z różnych laboratoriów kognitywnych i przytacza, że osoba próbująca robić kilka rzeczy naraz potrafi potrzebować o około połowę więcej czasu i popełniać do 50% więcej błędów.***
To synteza popularnonaukowa, nie pojedynczy pomiar ale mi rząd wielkości daje do myślenia.
Ale chciałabym tu zatrzymać się na chwilę dłużej, bo to ważne zwłaszcza dla liderów i HR. Łatwo zamienić ten temat w apel: „skup się, nie rozpraszaj". Tymczasem wiele środowisk pracy jest po prostu zaprojektowanych pod przełączanie np.: kultura natychmiastowej odpowiedzi, domyślnie włączone powiadomienia, spotkania jedno po drugim, otwarty komunikator przez cały dzień.
W takim układzie skupiona praca staje się czymś, co trzeba wywalczyć wbrew systemowi, a nie czymś, co system wspiera.
Część odpowiedzi leży więc nie w dyscyplinie pojedynczej osoby, tylko w tym, jak projektujemy dzień pracy zespołu: czy chronimy bloki na skupienie (i czas na myślenie), czy raczej nagradzamy ciągłą dostępność.
🧠 Co możesz zrobić od jutra
Popularyzator (dobrej - jak sam o sobie mówi) produktywności Ali Abdaal - z wykształcenia lekarz, który po studiach w Cambridge przez około dwa lata pracował w brytyjskich szpitalach - opowiada na swoim kanale na YouTube, że właśnie na oddziale najmocniej poczuł koszt przełączania uwagi. I że stamtąd wziął pewien drobny trik z papieru. I który mnie zainspirował.
Scena, którą przytacza: idzie pobrać krew od pacjenta A, ale po drodze zatrzymuje go pielęgniarka, bo pacjent B ma duszności. Zajmuje się więc pacjentem B, a kiedy wraca do biurka i patrzy na listę, pojawia się pytanie: czy badanie dla pacjenta A już wysłał, czy dopiero miał to zrobić?
Przy zwykłej liście „zrobione / niezrobione" tego nie wie - bo w międzyczasie wydarzyło się coś pilniejszego.I tu wkracza pojedyncza ukośna kreska, która mnie zachwyciła. Rzut oka na kartkę mówi mu od razu: krew pobrana i wysłana do laboratorium, teraz czekam na wyniki = mogę zająć się czymś innym.
W miejscu, gdzie od jednego pominiętego zadania może zależeć zdrowie pacjenta, takie wizualne śledzenie „zadań w toku" przestaje być gadżetem.
Abdaal przeniósł ten system niemal jeden do jednego do swojej pracy i codzienności i nazywa go nawet swoim najlepszym sposobem na prokrastynację. Narzędzie nazywa się kwadrat postępu (progress checkbox).
Pomysł jest taki, żeby zadanie na liście to-do miało stan, a nie tylko etykietę „zrobione / niezrobione".
Kwadrat (przy nazwie danego to-do) dokłada do listy stany pośrednie:
□ = pusty kwadrat: zadanie zapisane, czeka na swoją kolej,
/ = jedna ukośna kreska w kwadracie: zaczęte (in progress),
◧ = zamalowane do połowy: w toku, sporo już za mną (ja zamalowuję po skosie),
■ = całe zamalowane: zrobione.
Dodatkowo: jeśli zadanie przestało być aktualne, przekreślasz kwadrat poziomą linią; jeśli przenosisz je na inny dzień, rysujesz w nim strzałkę w prawo (→).
Samo postawienie ukośnej kreski potrafi dać poczucie, że temat już się zaczął a to czasem wystarcza, żeby nie odkładać go w nieskończoność.
![]()
CZYTAM KOLEJNE ARTYKUŁY