🧠 Do lepszych decyzji spróbuj tego:
AI i resztki Twojej uwagi

  • czekasz na odpowiedź AI? Kto wtedy decyduje, dokąd idzie Twoja uwaga?
  • tylko 2,5% ludzi umie robić dwie rzeczy naraz
  • złap „pozostałość uwagi" na gorącym uczynku

Mądrzejszy biznes zaczyna się od jakości myślenia.

A dobre myślenie zaczyna się od wiedzy, jak pracować z myśleniem mądrze.

Pracuję z liderkami, liderami, zespołami i organizacjami nad jakością myślenia - bo to ono wpływa na decyzje, współpracę, pomysły, tworzenie rozwiązań i codzienne działanie.Pomagam wychodzić poza automatyzmy, łączyć myślenie krytyczne i twórcze (creative problem solving, inwentyka), myśleć pytaniami oraz poszerzać swoją skrzynkę z narzędziami do myślenia, tak by dobierać metodę do sytuacji, a nie używać jednego schematu do wszystkiego (to meta-kompetencje XXI wieku). A przy okazji dzielę się z Tobą tym co wiemy z badań (ale przekładam to na praktykę) na temat psychologii decyzji, psychologii społecznej, ekonomii behawioralnej i mądrości poznawczej.


[ o multitaskingu i uwadze resztkowej ]

Wpisuję prompt, klikam enter. I pojawia się ten mały wirujący znaczek: „AI myśli".

Czasem trwa to trzy sekundy, czasem trzydzieści. A bywa że i jeszcze dłużej…I właśnie w tych trzydziestu sekundach zaczyna się rzecz, o której chcę dziś napisać.

Bo ja w tym czasie... nie umiem usiedzieć. Ręka sama sięga po telefon. Jedno zerknięcie na powiadomienie, jeden scroll (albo zaglądam na chwilę do poczty)… i kiedy odpowiedź w końcu się pojawia, wracam do niej trochę inna sobą.

Część mnie została jeszcze tam, w tamtym drugim ekranie.Zaczęłam się zastanawiać, czy to tylko moja słabość, czy może w tej małej przerwie dzieje się coś, co psychologia opisała już dawno.

Tylko jeszcze nie w kontekście czatu z AI.


🧠 Wyobrażam sobie to trochę jak poczekalnię

Ktoś poszedł na zaplecze po moją odpowiedź, a ja zostaję sama w małym pomieszczeniu. Na stoliku leży magazyn. Niewielu z nas potrafi po prostu siedzieć i patrzeć w ścianę - więc sięgam. I akurat trafiam na jakąś wciągającą historię. Kiedy drzwi się otwierają i odpowiedź jest gotowa to jestem dopiero w połowie akapitu.

Odkładam magazyn, ale część mnie jest wciąż w tym artykule, w tej historii, którą właśnie przerwałam.

To „coś, co zostaje" ma swoją nazwę.

🧠 Uwaga resztkowa

Leroy w 2009 roku opisała zjawisko, które nazwała attention residue (pozostałość uwagi albo resztki uwagi - moje luźne tłumaczenie).W jej badaniu uczestnicy najpierw pracowali nad jednym zadaniem, a potem przeskakiwali do zupełnie innego. Część z nich przerywano w połowie.

Okazało się, że ci, którym zadanie urwano, radzili sobie potem na nowym zadaniu wyraźnie gorzej - jakby nosili ze sobą resztkę poprzedniego.

Wniosek Leroy w skrócie był następujący: kiedy przerzucamy się z jednej rzeczy na drugą, część uwagi zostaje przy tej poprzedniej. I zostaje jej tym więcej, im bardziej tamto zadanie było niedokończone albo poznawczo „otwarte", domagając się domknięcia.

BTW: a scroll w mediach społecznościowych bywa zaprojektowany tak, żeby nigdy się nie domykał. Więc sądzę, że raczej zostawia po sobie wyjątkowo dużo.

🧠 I to nie jest przypadek?

Co ciekawe, to, że w ogóle sięgam po telefon akurat w tej chwili, też nie jest zupełnie przypadkowe.

Nielsen, jeden z klasyków projektowania interfejsów, opisał kiedyś trzy progi czasu reakcji systemu. Ostatni z nich to mniej więcej 10 sekund - granica, po której łatwo tracimy ciągłość interakcji z systemem i przenosimy uwagę gdzie indziej.

To nie jest twardy, biologiczny limit uwagi, tylko zasada projektowa wyciągnięta z obserwacji, jak korzystamy z interfejsów, ale akurat dobrze opisuje to, co czuję przy czacie AI. Nielsen zauważał, że po przerwie dłuższej niż 10 sekund warto założyć, że użytkownik będzie się musiał częściej od nowa zorientować, wracając do ekranu.

🧠 Koszt nie zawsze widać

W innym badaniu Mark, razem z Gudith i Klocke (2008), porównała osoby, którym podczas pracy przerywano, z tymi, którym nie przeszkadzano. Wynik był zaskakujący: przerywani kończyli zadanie szybciej i bez spadku jakości.

Brzmi jak dobra wiadomość? Niezupełnie. Bo nadrabiali stracony czas, przyspieszając. Płacili jednak inną walutą: mieli wyższy poziom stresu, frustracji, presji czasu i wkładali w pracę więcej wysiłku.

Czyli koszt przerwania nie zawsze liczy się w minutach. Czasem chowa się w tym, jak bardzo jesteśmy pod koniec dnia wyżęci, mimo że „zdążyliśmy". I to akurat nieźle opisuje wieczory po dniu skakania między czatem, telefonem i dziesięcioma kartami naraz.

Nic mi się prawie nie chce (i wtedy uważam, by w tym czasie nie podejmować żadnych ważnych życiowych wyborów).

🧠 Dobra, ale ja akurat umiem robić kilka rzeczy naraz!

Rozumiem ten odruch - sama łapię się czasem na przekonaniu, że ogarniam telefon i czat jednocześnie. Tyle że to, co nazywamy multitaskingiem, rzadko jest robieniem dwóch rzeczy równolegle. Najczęściej to bardzo szybkie przełączanie się tam i z powrotem, a każde takie przełączenie ma swój koszt.

Rubinstein, Meyer i Evans opisali to w 2001 roku: kiedy przeskakujemy z jednego zadania na drugie, mózg nie wskakuje w nowe od razu. Najpierw musi zmienić cel - uznać „dobra, teraz zajmuję się czym innym". A potem przełączyć tryb: bo każde zadanie ma swój zestaw reguł - to, na co zwracamy uwagę i jak działamy.

Pisanie maila rządzi się innymi regułami niż analiza tabelki, a te jeszcze innymi niż scroll w mediach. Przy przeskoku głowa musi jeden tryb wyłączyć, a drugi włączyć - i właśnie to przełączanie kosztuje.Jeden taki przeskok to naprawdę niewiele - ułamek sekundy, prawda?

A jednak i to badacze zmierzyli wprost i sugerują, że koszt rośnie wraz z trudnością zadania - im bardziej złożone reguły, tym większy.

Dla mnie zauważeniem z tego badania, jest także to, że takie ułamki sumują się potem w odczuwalny często koszt całego dnia pracy. A jeśli przeskoków jest dużo, trudno, żeby nie pracowało się wolniej niż przy jednym „spokojnym" zadaniu.A co z tymi, którzy naprawdę dobrze radzą sobie z kilkoma rzeczami naraz? Możliwe że istnieją. Tylko jest ich zaskakująco mało.

W jednym z badań (Watson i Strayer, 2010), w warunkach laboratoryjnych i na konkretnych zadaniach, na 200 osób tylko około 2,5% nie traciło na wydajności, wykonując dwa wymagające zadania jednocześnie. Reszta - czyli niemal wszyscy - wypadała słabiej. Ale badania nie mówią, jak długo te osoby dawały tak radę ;-) albo jeszcze nie znalazłam takich badań.

Inne badanie tego zespołu (Sanbonmatsu i in., 2013) pokazało, że osoby, które multitaskują najwięcej i są najbardziej przekonane, że są w tym dobre, wypadają w testach raczej gorzej niż lepiej. Czyli mocne poczucie „ja to ogarniam" może być akurat sygnałem ostrzegawczym, a nie dowodem.

Nie piszę tego, żeby kogokolwiek przyłapać - sama jestem gdzieś w tej większości. Raczej po to, żeby odebrać sobie wygodną wymówkę: że skoro „umiem", to te zerknięcia w telefon nic nie kosztują.

🧠 A może czekanie stało się nowym rodzajem przerwania?

Wszystko powyżej - pozostałość uwagi, koszt przełączania, powolny powrót do zadania - to dobrze zbadane mechanizmy przerywanej pracy w ogóle. Przeniesienie ich na ten konkretny moment, czyli czekanie na odpowiedź AI, to już moja analogia.

Bo czy ktoś opisał już dokładnie to, od czego zaczęłam czyli samo czekanie na AI? To wciąż wczesny etap. Pierwsze badania z obszaru interakcji człowiek–AI zaczynają to eksplorować, ale więcej mamy na razie danych np. z UX i HCI niż dużych, powtarzalnych eksperymentów.

To, co już widać, jest jednak ciekawe choćby to, że tej pauzy często w ogóle nie odbieramy jako „czekania". Interpretujemy ją jako to, że AI „się zastanawia", więc tym łatwiej w tym czasie odpłynąć gdzie indziej.

Praktycy zaczęli to zresztą nazywać. Spotkałam się z takim zdaniem, że „czekanie stało się nowym rodzajem przerwania". Brzmi przewrotnie, bo przerwanie kojarzymy z czymś, co wpada nam w pracę z zewnątrz: dźwięk, telefon, pytanie kogoś obok. A tu jest odwrotnie: nie przerywa nam żaden hałas, tylko sama pusta chwila czekania.

Nic się nie dzieje.. i właśnie dlatego uwaga czy działanie, same odpływają sobie gdzie indziej.

🧠 I to ma wymiar nie tylko osobisty - ma też w pracy

Jeśli na spotkaniu połowa osób w tle podpytuje AI i czeka na odpowiedzi (albo po prostu są na spotkaniu online i w międzyczasie zerkają w pocztę, gdzie AI coś im podsumowuje), to takie spotkanie tylko z pozoru się odbywa. Ludzie są obecni ciałem, ale uwaga jest podzielona, a pamięć robocza obciążona kilkoma rzeczami naraz.

Trudno wtedy odróżnić ciszę namysłu zespołu od ciszy „odpłynięcia" a dla osoby prowadzącej to różnica i myląca, i kosztowna, choć zwykle niewidoczna.

A skala tego zjawiska (i tu mówimy już nie o mechanizmie w głowie, tylko o statystyce dnia pracy) jest większa, niż się wydaje. Z danych Microsoftu (Work Trend Index 2025)*** wynika, że przeciętny pracownik bywa przerywany średnio co dwie minuty w godzinach pracy: mailami, czatami, spotkaniami. A swój dzień jako „chaotyczny i pofragmentowany" opisuje niemal połowa pracowników i ponad połowa liderów.

To nie dowód na to, co dzieje się z uwagą - to raczej obraz tła, na które nakłada się każda kolejna przerwa.

Czekanie na AI jest po prostu jej najnowszym i KOLEJNYM źródłem.

I myślę sobie tak (choć Nielsen nie badał ekranów z AI): generowanie dłuższej odpowiedzi przez AI regularnie te 10 sekund przekracza. Czyli interfejs niejako sam zaprasza nas do odpłynięcia - a potem każe się od nowa odnaleźć. Choć jest nadzieja ;-)

Zauważyłam, że ostatnio przykuwa moją uwagę, to co pojawia się w komentarzu od AI, czyli informacje wyświetlane co rusz, z informację co AI w danym momencie robi.

To coś jak większy spokój podczas czekania na taksówkę, kiedy mogę w aplikacji śledzić trasę kierowcy.

🧠 Ile właściwie kosztuje takie jedno odpłynięcie?

Najczęściej cytowana liczba w tym temacie pochodzi z badań Mark: po oderwaniu od zadania wracamy do niego średnio po około 23 minutach*. Dużo.Co więcej - rzadko wracamy wprost. Zwykle po drodze zahaczamy o jakieś dwa inne zadania, zanim w ogóle otworzymy z powrotem właściwe okno (a dokładnie „dwa zadania po drodze" to w rzeczywistości dwa inne wątki tematyczne!).

Nie twierdzę, że każde zerknięcie w telefon kosztuje 23 minuty.

Ale jeśli takich mikro-przeskoków robię kilkanaście dziennie, rachunek zaczyna się robić... niewygodny. Szczególnie wypłaca mi się to w szybszym zmęczeniu.Zresztą nawet te sekundy zostały już policzone.

Altmann, Trafton i Hambrick (2014) sprawdzali, co robią z nami naprawdę krótkie przerwania. Uczestnicy wykonywali zadanie, w którym trzeba było pilnować swojego miejsca w sekwencji kroków. Przerwania trwające średnio 2,8 sekundy - mniej więcej tyle, ile zajmuje jeden krok zadania - podwajały liczbę błędów polegających na zgubieniu miejsca w tej sekwencji. Przerwania odrobinę dłuższe, około 4,4 sekundy, już ją potrajały.

Co ciekawe, inne rodzaje błędów nie rosły. Cierpiała dokładnie jedna rzecz: pamięć o tym, gdzie byłam, zanim mnie oderwano.To trochę jak wtedy, gdy ktoś zagada mnie przy odliczaniu łyżek mąki do ciasta - po dwóch sekundach rozmowy nie pamiętam już, czy skończyłam na czwartej, czy na piątej. Mąka się nie rozsypała, przepis wciąż znam - zgubiło się tylko miejsce, w którym byłam.

Dla mnie to najbliższy laboratoryjny odpowiednik zerknięcia na powiadomienie - ono trwa właśnie te dwie-trzy sekundy. Wystarczająco krótko, żeby wydawało się darmowe. I wystarczająco długo, żeby po powrocie zgubić wątek.

Albo przynajmniej część myśli, które wcześniej z daną czynnością miałam..

🧠 CO MOŻESZ ZROBIĆ OD JUTRA?

Najprostszy ruch?

Zdecyduj z góry (zanim klikniesz enter) co zrobisz w tych kilkunastu sekundach, kiedy AI generuje odpowiedź. Jedna domyślna reakcja, ustalona wcześniej, robi większą różnicę, niż się wydaje. Bo wtedy w tej pustej chwili nie decyduje nawyk („zerknę, co tam") - tylko Ty.

I to akurat nie jest tylko moje wrażenie.

Masicampo i Baumeister (2011) pokazali w serii badań, że niedokończone cele potrafią wciskać się w myśli i pogarszać wykonanie zupełnie innych zadań. Ale gdy uczestnicy sformułowali konkretny plan - kiedy i jak się tym zajmą - te zakłócenia w ich badaniach wyraźnie słabły, aż przestawały być widoczne w wynikach. I to mimo że cel wciąż był niedokończony.

Z jednym zastrzeżeniem: plan działał na tyle, na ile był konkretny i potraktowany serio czyli luźne „kiedyś się tym zajmę" nie wystarczało.

Głowa najwyraźniej nie zawsze potrzebuje domknięcia; czasem wystarcza jej wiedza, co będzie dalej. To trochę ten sam mechanizm, co z magazynem w poczekalni: niedokończona historia chodzi za nami, dopóki nie wiemy, jak się skończy.

Plan bywa substytutem zakończenia. Ich badanie dotyczyło większych, życiowych celów a ja przenoszę je tu na mikro-skalę, ale mechanizm wygląda znajomo: jedna domyślna reakcja to w gruncie rzeczy taki mikro-plan dla uwagi.

Wybierz jeden swój domyślny ruch.

U mnie do wyboru są zwykle trzy:

👉zostać w zadaniu (przeczytać jeszcze raz własny prompt albo poprzednią odpowiedź), ułożyć następne pytanie (to moja ulubiona - pracuję dalej nad tym samym, tylko o krok dalej),

👉albo świadomie nie zrobić nic - popatrzeć przez okno na coś dalekiego, policzyć trzy oddechy. Głowa i tak procesuje w tle i czasem właśnie wtedy przychodzi to „aha",

👉albo przy pierwszym dłuższym promptcie, odkładam JESZCZE telefon ekranem w dół**** i w tym czasie generowania dopisuję sobie kolejne pytanie albo zadanie na listę związaną z tym zagadnieniem. Tylko tyle. Małe, ale powtarzalne.Jakie macie jeszcze inne pomysły na to?Bo tak naprawdę każda taka pauza to mały trening jednej rzeczy: kto decyduje, dokąd idzie Twoja uwaga - Ty czy odruch. A to akurat ćwiczy się jak mięsień. Po kilku dniach łapiesz się szybciej.

🧠 Czemu piszę BRAIN CLUB?

To wszystko NIBY drobiazgi. Ale odkąd te kilka mechanizmów ma dla mnie nazwę - „pozostałość uwagi" czy próg dziesięciu sekund - łatwiej mi złapać się na gorącym uczynku.

Bo trudno zatrzymać coś, czego się nie widzi.I trochę o to chodzi w zbieraniu narzędzi myślenia: czasem najwięcej zmienia samo nazwanie rzeczy, która do tej pory prześlizgiwała się niezauważona.

Cenię narzędzia, które działają trochę wbrew intuicji. Takie, na które trudno wpaść samej - ale gdy ktoś je pokaże, od razu wiadomo, że zostają. Lubię zbierać takie narzędzia i tworzyć skrzynkę z narzędziami, by nie mieć jednego narzędzia do wszystkiego.

BRAIN CLUB to narzędzia myślenia.

Do następnego numeru!

Agnieszka Pełka-Szajowska
jakość myślenia ➜ jakość decyzji ➜ jakość działania



* Liczbę „23 minuty 15 sekund" Gloria Mark podała w wywiadzie dla Gallup Business Journal („Too Many Interruptions at Work?", ok. 2006), podsumowując swoje obserwacyjne badania nad pracą biurową (m.in. „No Task Left Behind?", 2005). Z tych samych obserwacji pochodzi liczba „około dwóch zadań po drodze" - z jednym zastrzeżeniem: jednostką w badaniu nie było pojedyncze zadanie, tylko „sfera robocza" (working sphere). Badaczki uznały, że „zadanie" to zbyt drobna miara - odpisanie na jednego maila to jeszcze nie zmiana zajęcia. Sfera robocza to wiązka czynności połączonych wspólnym celem: „oferta dla klienta X" obejmuje i maile, i dokument, i telefon -dopóki wszystko służy tej samej sprawie, to jedna sfera. Dopiero przeskok do innej sprawy liczył się jako zmiana. Takich pośredniczących sfer było średnio 2,3 zanim ludzie wracali do przerwanej pracy. Czyli „dwa zadania po drodze" to w istocie dwa inne wątki pracy a każdy z nich zostawia po sobie własną resztkę uwagi. Niesamowite.
** Efekt „brain drain" bywa kwestionowany. Bezpośrednia replikacja z 2022 (Pardo i Minda) go nie potwierdziła, choć zbiorcza meta-analiza wskazuje na niewielki, ale istniejący efekt. Traktuję go więc jako ciekawą hipotezę / zauważenie.
*** To dane z telemetrii Microsoft 365 i ankiety wśród 31 tys. pracowników wiedzy czyli opis realnej skali zjawiska, nie eksperyment. Liczba „co dwie minuty" odnosi się do najczęściej zasypywanych powiadomieniami użytkowników.
**** Tu mam pewną wątpliwość. Jest badanie (Ward i in., 2017, nazwane „brain drain"), które sugeruje, że sam widok smartfona obok, nawet wyłączonego, nawet ekranem w dół - może odbierać trochę pojemności poznawczej. Tak jakby część głowy cały czas „pilnowała" telefonu, choć go nie dotykamy. Co ciekawe, tamto badanie sprawdzało tylko obecność telefonu. A dziś ten sam telefon jest coraz częściej naszpikowany AI (kolejne apki, kolejne podpowiedzi, kolejny czat pod ręką). Zostawiam to więc bardziej jako pytanie niż tezę: czy odkąd na telefonie też mamy AI, jego „obecność obok" waży na naszej uwadze jeszcze trochę więcej? Sama nie wiem. Ale zaczęłam to u siebie obserwować.

CZYTAM KOLEJNE ARTYKUŁY

Prowadzę szkolenia i webinary m.in. z Creative Problem Solving, Krytyczne myślenie praktycznie, Narzędzia myślenia, Psychologia decyzji, Metody myślenia w decyzjach.

Dla zespołów, liderek i liderów, HR/L&D którzy chcą mieć narzędzia do myślenia "inaczej", by podejmować lepsze decyzje, lepiej współpracować i tworzyć lepsze rozwiązania.

Jeśli chcesz porozmawiać o tym, co mogłoby mieć sens w Twojej organizacji - napisz do mnie. Chętnie porozmawiam 🙂

kontakt:

Jestem na LinkedIn
- bądźmy w kontakcie
.


Do zobaczenia! Do usłyszenia!

Image
PISZĘ DO CIEBIE

Tworzę BRAIN CLUB czyli co jakiś czas wysyłam do Ciebie mail z konkretnym narzędziem myślenia i wiedzą (oraz ciekawymi badaniami).
Wszystko w pigułce i do zastosowania od ręki.

Zobacz kilka narzędzi, które już wysłałam. Często słyszę do tego feedback w stylu
"Aga, czemu ja o tym nie wiedziałem? Czemu tego nas nie uczą?" 😊