Najpierw w codziennych wyborach: zespół szybciej rozpoznaje, która decyzja zasługuje na pełny proces, a którą wystarczy po prostu podjąć - więc drobiazgi przestają być przegadywane, a duże sprawy przestają być załatwiane w biegu.
Przy ważniejszych decyzjach na stole ląduje więcej niż jedna opcja - znika schemat „robimy albo nie robimy".
W rozmowach słychać test założeń: zanim zapadnie rozstrzygnięcie, ktoś pyta, co właściwie musiałoby być prawdą, żeby ten wybór się obronił i sprawdzacie to, zamiast zakładać.
Ważniejsze decyzje mają krótki zapis: co wybraliśmy, dlaczego, przy jakich założeniach - dzięki czemu po miesiącach można do nich wrócić i czegoś się nauczyć, zamiast zgadywać, „czemu myśmy to zrobili". Odkręcania jest mniej, a gdy się zdarza - wiadomo, które założenie nie wypaliło.
I mój ulubiony sygnał: ktoś przyznaje, że użył tego procesu prywatnie - przy zmianie pracy, mieszkaniu, szkole dziecka.
Narzędzie, które wychodzi z biura, to narzędzie, które naprawdę weszło do działania :-)
🧠 Po czym poznacie że zadziało